niedziela, 17 maja 2015

"Zagubiony heros" Rick Riordan

[źródło]


Witamy w nowej przygodzie, pośród bohaterów mitologicznego świata Ricka Riordana!

Jason któregoś dnia budzi się w autobusie. Patrzy po ludziach, którzy go otaczają i, choć wmawiają mu, że są jego najlepszymi przyjaciółmi (a jedna z nich nawet to, że jest jego dziewczyną), on jest absolutnie pewny, że żadnego z nich nie zna.
Po tym zadziwiającym początku, fabuła rusza z kopyta, prowadząc nas przez ciąg wydarzeń pełen walki oraz postaci prosto z mitologii, aż do dobrze znanego Obozu Herosów, w którym trójka głównych bohaterów: Jason, Piper i Leo otrzymają niezwykle trudną misję.
Oczywiście ruszają, by jej dopełnić. Prosto w wir walk, przekrętów i zasadzek... czy uda im się dopełnić celu wyprawy?

Szczerze powiedziawszy, dość długo opierałam się przed rozpoczęciem drugiej serii.
Nie przeczytałam nigdy "Kronik rodu Kane", ale gdy tylko usłyszałam, że jest ciąg dalszy przygód Percy'ego, nie mogłam się oprzeć, by kupić pięć grubych cegieł pełnych niezwykłych wydarzeń, magii oraz cudownej MITOLOGII (i przystojnych mężczyzn).
Nie ma co się dziwić, że spodziewałam się Percy'ego w pierwszym tomie, od razu, hop siup! Toteż zostałam kompletnie zaskoczona.
Trójka głównych bohaterów tego tomu była jednak zupełnie przyjemnym zaskoczeniem. Zarówno Leo jak i Jason (choć tego wolę mniej) są wspaniale skonstruowanymi postaciami, o wyrazistych cechach. Jason jest ambitny, ma cechy przywódcy, ale zarazem bardzo łatwo rzuca się do walki. Momentami wydawało mi się, że prędzej robi, niż myśli. Leo to typowy ciepły, zabawny charakter, świetny konstruktor, z ogromną inwencją twórczą i tzw. "sercem na wierzchu", ale by go zbytnio nie idealizować - jest również niepewny siebie i wciąż stoi w cieniu, z którego rozpaczliwie pragnie się wyrwać. Piper to inna historia. Wiecie już, że nie przepadam na bohaterkami, stąd moja opinia raczej rzadko bywa pochlebna. I choć Piper ma momenty kompletnej rozlazłości, niezdecydowania, przesadnego dramatyzmu... itd., to posiada również ogromną zaletę: w sytuacji kryzysowej wie co robić i umie postawić na swoim. I chwała Bogu, bo gdyby nie to, to w jakimś momencie zapewne spróbowałabym ją zadźgać przez kartki książki.
W powieści pojawiają się też bohaterowie z poprzedniej serii: Annabeth, Chejron... i cała zgraja fantastycznych postaci wyjętych prościutko z mitów Starożytnych Greków i Rzymian, niczym ciepłe bułeczki z piekarnika. Cu-dow-ne! Dla nich samych warto przeczytać tę serię.

Fabuła jest inaczej skonstruowana niż w "Percy Jackson i bogowie olimpijscy". Napotkamy tu o wiele więcej "przestojów", pomiędzy wydarzeniami pełnymi akcji i humoru, dzięki którym łatwiej nam zżyć się z postaciami i lepiej je poznać. Ostrzegam, że niektóre takie "dłuższe chwile postoju" trzeba przeczekać, bo naprawdę warto!

W powieści dostajemy sporą dawkę typowego stylu Ricka Riordana. Dobrze budowane napięcie, humor (choć momentami nieco "bardziej suchy"), a także bardzo dobre opisy postaci i miejsc, szczególnie tych, których fundamentem była mitologia. Czyta się przyjemnie i całkiem szybko, jeśli ktoś potrafi "wejść" w akcję. 

Podsumowując warto tę powieść przeczytać, szczególnie - dla rozrywki. Rick Riordan podaje nam na tacy kolejną porcję przygód, fantastycznych bohaterów, posypanych szczyptą nienachalnie podanej wiedzy o mitologii starożytnej. 
UWAGA DROBNY SPOILER! Jeżeli martwicie się o Percy'ego, to zachowajcie spokój! Nasz przystojny półbóg powróci już w drugim tomie, o którym już niedługo na blogu oraz... na kanale!

Jeśli ktoś z was ma wolne 5 min, zachęcam do obejrzenia recenzji w wersji video - można obejrzeć moją mordkę!

    
Do zobaczenia, kochani! (Dosłownie i w przenośni)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza