poniedziałek, 9 lutego 2015

Znane/Nieznane - "Opowieści z Narnii. Lew, czarownica i stara szafa" C.S. Lewis

Źródło: [KLIK]
Ponad dziesięć lat temu, kiedy mijały kolejne, ciepłe i słoneczne dni wakacji, w głowie pewnej małej dziewczynki zaczęły pojawiać się niesamowite pomysły, wizje, marzenia... Miała ona niespotykaną zdolność do tego, aby wczuwać się w wymyślone przez siebie postacie, a ten realistyczny świat wokół niej nabierał fantastycznych barw. Każda drobna rzecz, mogła nabrać nowego znaczenia. Wielki, zapuszczony ogród stawał się lasem, puszczą pełną magii i nieodkrytych tajemnic, stara, opróżniona piaskownica - rwącą rzeką, przez którą nie dało się przejść, zardzewiały fragment rusztowania - grotą czarownicy, lub magicznym portalem, a odgrodzone drewnianym płotkiem grządki z kwiatami - miejscem spotkań z księżniczką czy wielkim magiem. Nie zapominajmy o kiju - wspaniałym mieczu, który swą potęgą zgromił niejednego smoka czy potwora... bowiem ta dziewczynka nigdy nie była bezczynną księżną, ukrywającą się w wielkim zamku. Nawet jeżeli od tego zaczynała zabawę, zawsze stawała się wojownikiem ratującym swój wymyślony świat.

Szczerze żałuję, że wydoroślałam. Żałuję, że zaciera się we mnie ta ogromna doza wyobraźni, którą kiedyś posiadałam. Może właśnie dlatego "Opowieści z Narnii" są mi tak bliskie. Głównymi bohaterami nie są tam wymyślne postacie o nie-wiadomo-jakich zdolnościach... Oto czwórka dzieci: Piotr, Zuzanna, Edmund i Łucja - w czasie II wojny światowej, jak wielu innych, zostają wysłani na wieś, do domu pewnego starego profesora. Z początku nie ma w tej powieści nic niezwykłego... rodzeństwo jak rodzeństwo; trochę się kłócą, trochę bawią, trochę gadają, a przede wszystkim - troszczą się o siebie nawzajem. I oto pewnego deszczowego dnia, podczas gry w chowanego, najmłodsza - Łucja, ukrywa się w Szafie <szafie przez duże S!>, która okazuje się nie być taką zwyczajną Szafą... dziewczynka przenosi się do innego świata, świata pełnego magii, mówiących stworzeń, świata ogarniętego wieczną zimą, ale zimą BEZ BOŻEGO NARODZENIA! Co prawda wraca później do naszej rzeczywistości, ale to nie koniec przygód w Narnii. Istnieje bowiem pewna przepowiednia... 

"Znane/Nieznane" miała być przeznaczona dla tych, którzy szczególnie zastanawiają się czy po tę książkę sięgnąć, choć przecież znają większość fabuły i akcji.
Nie uwierzę w to, że w dziesięć lat po ekranizacji (tak, myślę, że ten film spokojnie mogę nazwać "ekranizacją") pierwszej części sagi Clive'a Staplesa Lewisa nie słyszeliście jeszcze o tym dziele.
Ja moje dwutomowe wydanie dostałam będąc w trzeciej klasie podstawówki. Dlaczego jeszcze go nie ruszyłam, choć każdą z części filmu oglądałam już po kilka razy, za każdym jednak zakochując się wciąż na nowo? Odpowiedź jest bardzo prosta, mianowicie: w dzieciństwie potwornie bałam się wojen, walk i tego typu rzeczy... zmęczyłam więc pierwszy tom, ale po wyjściu kinowej wersji części drugiej (tak, na scenach walk zasłaniałam oczy) nie sięgnęłam już po tekstowy odpowiednik, ponieważ mam, i miałam, zbyt wybujałą wyobraźnię. Potem, po przeprowadzce, te cudowne książki wylądowały w szafce, aż do teraz, gdy ujrzały światło dzienne, mrucząc do mnie z regału: "Nie przeczytałaś nas... nie przeczytałaś...".
Więc w końcu zabrałam się za nie! A co!
Właściwie... w zeszłym tygodniu.
Muszę przyznać, że choć ekranizacja jest bardzo wiernym odzwierciedleniem dzieła, to czytając tę książkę, wcale nie czułam tego, że "już to kiedyś widziałam".
C.S. Lewis pisze tę książkę dla dzieci. Dla dzieci, ale właśnie po trosze myśląc i czując jak dziecko, co dodaje historii czaru i uroku. Zapewne, gdyby tę opowieść snuła jakaś nastolatka, rodem z fundamentalnych dzieł teen fanasty XXI wieku wcale nie trafiłaby ona tak głęboko do mojego serca. Dzieci mają w sobie coś takiego, co pozwala im widzieć świat inaczej. Nie jest on jeszcze dla nich taki trudny, taki szybki, taki ważny... on jest nieznany, ciekawy, magiczny - to jest najpiękniejsze w podejściu autora! Wykreował Narnię tak, że poznajemy ją po kawałku, krocząc po ścieżce ze słów, tuż za bohaterami, ale widząc ten świat właśnie tak, jakbyśmy sami stali się młodsi o te dziesięć (czy więcej) lat.
Samych postaci w historii pojawia się dużo. Ja może opowiem pokrótce o tych, które wywarły na mnie największe wrażenie: oczywiście cała czwórka głównych bohaterów jest dobrze wykreowana, nakreślona, znamy ich charakterystyczne cechy, wiemy kto w tym rodzeństwie pełni jaką funkcję. Za to należy się ogromny plus, bo gdyby zabrakło naprawdę dobrych fundamentalnych figur w tym utworze, nadających mu pewien określony charakter, pomysł, o ogromnym potencjale, upadłby. Wspomnijmy również o uosobieniu dobra (Aslan) i zła (Czarownica). Aslan jest inny niż w filmie i to zaznaczam od razu, ale wcale mnie to nie dziwi. Bardzo trudno zobrazować postać, którą stworzył Lewis, reżyserowie skupili się na tej "kochanej" stronie Aslana, a to nie jest takie proste... Co oczywiście nie zmienia faktu, że zarówno w mojej wyobraźni, jak i w ekranizacji jest piękny - panie Lewis, może pan być dumny.
Źródło: [KLIK]
Czarownica natomiast jest doskonałym czarnym charakterem! Ze zwiewnością i gracją, jak to prawdziwa kobieta tylko potrafi, oplata sobie swoje sługi wokół palca, zdobywa sojuszników. Jednak jeżeli tylko przyjdzie konieczność, bez skrupułów jest gotowa zabić - zrobi wszystko, byle mieć władzę.

Fabuła jest wartka, dobrze przemyślana, aczkolwiek momentami strasznie pędzi, po to, by zaraz zwolnić. To dość ciekawy zabieg, który momentami irytuje, ponieważ wprostproporcjonalnie do prędkości fabuły rośnie lub maleje nasze napięcie. Pytanie: "Co dalej? Co dalej?" dręczy czytelnika, nawet wtedy, gdy zna już tę historię na pamięć. Poza tym nie jest to książka "tylko dla bab" albo "tylko dla facetów", przedstawiciele obu płci, w każdym wieku znajdą w "Opowieściach..." coś dla siebie. Może będą to gadające zwierzątka? Może doza czarów i magii? A może walka tuż przy końcu książki?

CIEKAWOSTKI "NA ZACHĘTĘ"
  • Czytałam całkiem niedawno pracę magisterską o symbolice w "Opowieściach z Narnii". Jest to tzw. "temat rzeka", ponieważ powieść tę można czytać na ogrom różnych sposobów. A jeżeli, drogi czytelniku, jesteś zainteresowany interpretacją tego dzieła na podstawie Biblii to polecam ten artykuł: [KLIK] (To, że ktoś już wymyślił jak to rozumieć to nie znaczy, że masz sobie odmawiać przyjemności czytania książki, to tylko jedna z tysięcy możliwości... a może to właśnie TY odkryjesz nową interpretację?)
  • Dziś podczas jednej z lekcji uprzytomniłyśmy sobie z koleżanką, że w moim przekładzie książki Czarownica częstuje Edmunda PTASIM MLECZKIEM, a w filmie Edmund prosi o coś o bardzo dziwacznej nazwie: RACHATŁUKUM. Okazuje się, że ta filmowa wersja jest wierna oryginałowi. Co to jest rachatłukum? Dlaczego polskie tłumaczenie jest niewierne? Dowiecie się stąd: [KLIK] Ale co się stało z Edmundem, dlaczego poprosił właśnie o rachatłukum i do czego go to przekonało - dowiecie się tylko z książki.
Nie traćcie więc czasu na błędne opinie, że książka nie może być lepsza od filmu. Książka przeniesie was w inny świat, pozwoli wrócić do czasu, kiedy wszystko było magiczne i piękne, kiedy wszystko było takie proste... wystarczyło po prostu wejść do szafy.

Czytaliście już tę część "Opowieści z Narnii"? Podzielcie się ze mną co o niej myślicie!
 
CZYTAJCIE, KOMENTUJCIE I PODAJCIE DALEJ!

PS Przepraszam, że nie ma zdjęć mojej książki, ale chwilowo opuściła ona swoje miejsce zamieszkania.
Z niecierpliwością czekam na komentarze i dziękuję za wszystkie, które pojawiły się pod poprzednim postem! Nie macie pojęcia jak to motywuje takiego wstrętnego lenia, bo ma on wreszcie dla kogo pisać.

Pozdrawiam!

2 komentarze:

  1. Jak widać nie próżnujesz, kolejny świetny wpis :D Będę musiał sięgnąć wreszcie po tę książkę i wkroczyć do Narnii, pozostaje jedna znacząca kwestia: kiedy? Liczba pozycji które chcę przeczytać jest ogromna, za to czasu nie dużo :/
    [Przerwa na reklamy!]
    Nie wiesz za co się zabrać? Co obejrzeć albo przeczytać? Zajrzyj, na pewno znajdziesz coś dla siebie! :D
    http://bialiwedrowcy.blogspot.com/
    [Po reklamie!]
    Wracając do tematu, ekranizacje "Opowieści..." są bardzo dobre i przyjemnie się je ogląda, pomimo iż znam je na pamięć to nadal sprawiają dużo radochy kiedy czarownica dostaje "wciry" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie spoileruj! :P (Dziękuję za komentarz :))
      A "[Przerwa na reklamy]" jest świetna, myślałam, że się położę ze śmiechu :P

      Usuń